Świadectwo Anny

„O chwilo obecna, ty do mnie należysz cała

Ciebie wykorzystać pragnę, co tylko jest w mej mocy

A chociaż jestem słaba i mała

Dajesz mi łaskę swej wszechmocy.

A więc z ufnością w miłosierdzie Twoje

Idę przez życie jako dziecko małe,

I składam Ci codziennie w ofierze serce moje

Rozpalone miłością o Twoją większą chwałę” 

Św. Faustyna

Mam na imię Anna, jestem z parafii Św. Józefa z Rzeszowa. W Krucjacie Wyzwolenia Człowieka jestem od 38 lat. Przez wiele lat wraz z mężem i córką służyliśmy braciom, siostrom uwikłanym w różne zniewolenia (alkohol, narkotyki, hazard, itp.).

Dwa lata temu nagle zachorowałam. Okazało się, że w przewodach żółciowych miałam bardzo duży kamień 4,5 cm. Ze względu na przebytą wcześniej operację lekarze z Rzeszowa nie podjęli się operacji, odsyłając mnie do Kliniki w Warszawie. Diagnoza konsylium lekarzy była pesymistyczna: operacja konieczna, niezwykle trudna, szanse na przeżycie niewielkie.

Operacja się udała, przeprowadzono sztuczne zespolenie z jelitami, usunięto torbiel. Po 2 tygodniach szwy wewnątrz puściły i zaczęła się moja gehenna, duże ilości wyciekającej żółci i treści jelitowej powodowały wielki ból, różne dodatkowe komplikacje. Proponowano ponowną operację, albo założenie worka i odesłanie do domu.

W tej sytuacji prosiłam Pana Boga, aby nie uzależnić się od moich cierpień, nie narzekać, nie skupiać się na sobie, ale w tej sytuacji służyć tym, z którymi przebywałam. Prosiłam, aby Pan dał mi wzrok bym dostrzegała cierpienia innych, słuch, abym słuchała ich zwierzeń, serce, aby odpowiadało dobrocią i pomocą w ich trudnościach.

Pan Jezus wysłuchał mojej prośby, to On wkładał w moje usta słowa, które sprawiały, że chorzy powierzali mi swoje problemy, że prosili o modlitwę – zarówno wierzący i niewierzący. To Pan sprawiał, że przystępowali do spowiedzi świętej i uczestniczyli w Eucharystii.

W mojej krytycznej sytuacji Pan Jezus pocieszał mnie przez wsparcie telefoniczne i modlitwę bardzo wielu osób. Bardzo ważnym był dla mnie telefon „brata alkoholika”, który rozmawiając ze mną wykrzyczał trzy razy słowa: „dlaczego pani nie modli się do Św. Szarbela”. Odpowiedziałam, że mamy polskich świętych. Te słowa brzmiały w moim sercu tak, że po otrzymaniu nowenny do św. Szarbela, modliłam się o łaskę uzdrowienia i tę łaskę otrzymałam. Nagle przestało cieknąć z brzucha i zaczęłam powracać do zdrowia, ku zaskoczeniu lekarzy. Zarówno lekarze jak i pielęgniarki podkreślali, że to cud natury. Dla mnie oczywistym było, że to cud Boży.

Roczny pobyt w Klinice był dla mnie czasem łaski i rekolekcji, Pan Jezus mnie prowadził. To On uchronił mnie od lęku o zdrowie, życie, zachował od depresji, natomiast wyzwalał mnie z różnych słabości, egoizmu, pychy, wlewał w serce radość i pokój.

Panie Jezu, Ty jesteś Bogiem żywym działającym, jesteś Bogiem miłości i miłosierdzia. Za wszystkie radości i cierpienia, za wstawiennictwo Św. Szarbela chcę Ci podziękować moim życiem. Chwała Panu.                                                                                                                        

Anna