„Współuzależniony stoi z parasolem ochronnym nad uzależnionym”

Katarzyny Nosowskiej, jednej z najbardziej znanych i od wielu lat utrzymujących się na polskiej scenie muzycznej wokalistek nie trzeba szczegółowo przedstawiać.

O ile jej ścieżkę kariery z zespołem Hey czy solową przynajmniej każdy skojarzy, o tyle mało kto ma świadomość jej ścieżki życia osobistego, przepełnionego kryzysami w relacji z mężem i walki u jego boku ze współuzależnieniem, o którym zaczęła mówić otwarcie, jako wyraz świadectwa dla innych osób uwikłanych w trudne relacje życiowe.

W przejmującym i dogłębnym wywiadzie z Markiem Sekielskim (dostępnym na kanale YouTube) opisuje swoje doświadczenia związane z alkoholizmem męża (ówczesnego partnera życiowego), współuzależnieniem i tym, jak ciąg pewnych zdarzeń życiowych sprawił, że stała się „nową osobą”.

Katarzyna Nosowska opowiada o zagubieniu siebie w kontakcie z uzależnionym. Początkowo nie była nawet świadoma, że jest osobą współuzależnioną ponieważ nie dostrzegła granicy kiedy mąż, także muzyk i członek zespołu Hey, stał się uzależniony od alkoholu – a życie w show biznesie, koncertowanie, związane z tym duże przeżycia na scenie, a także prowadzenie „otwartego domu” pełnego gości, sprzyjało częstym spotkaniom, gdzie trzeba było odreagować emocje. Artystka opisuje, że z czasem zaczęła stawać się „mniej sobą”, łatała deficyty emocjonalne będąc opiekuńczą nad mężem, angażując się w wszelaką pomoc innym, będąc tzw. „dobrym człowiekiem” – nie widząc kiedy zatraciła w tym wszystkim siebie, pomagając na siłę i „stojąc z parasolem nad uzależnionym”. Pojawiało się kolejne przekraczanie granic ze strony uzależnionego, a współuzależniona doświadczała kolejnego wstydu, nieustannie go kontrolowała. Mówi z perspektywy czasu jak kobiety w takiej sytuacji stają się matkami dla swoich partnerów, mężów, nieustannie ich pilnując, łagodząc napięcia, przywołując do porządku, organizując życie w domu, zachowując pozory normalności i prawidłowego funkcjonowania, kłamiąc, ukrywając problem, twierdząc, że przecież nie jest tak źle, i mimo to, żyją w nieustannym napięciu, mając poczucie, że tak naprawdę ich tam nie ma, ponieważ rządzi ten jedyny problem – alkohol – a z drugiej strony nieustannie karcą uzależnionego, że to był „ostatni raz”, twierdzą, że „dalej tak nie potrafią funkcjonować, chcą odejść”, oczywiście nie spełniając tych obietnic. Zawsze pojawiały się kolejne przeprosiny, motywacja, przymus czy wiara, że coś się w końcu zmieni.

Minęło wiele lat Katarzyny Nosowskiej i Pawła Krawczyka w nieformalnym związku, nim realnie zrozumiała, że nie potrafi tak dalej żyć, nie chce być w takiej relacji i nadszedł czas, żeby zawalczyć o siebie. W tym czasie miało miejsce kilka istotnych okoliczności, które poprowadziły ją drogą do „nowego życia”. Sama mówi, że przede wszystkim pomogli jej ludzie, których spotkała na swojej drodze i „coś co jest większe i mądrzejsze, jakaś siła”. Na początku postanowiła zwyczajnie odejść, odłączyć i uniezależnić się od uzależnionego, który mocno oddziaływuje na życie osoby współuzależnionej. Czuła przerażenie i smutek, czuła się opuszczona i w stanie jak to opisuje „paradepresyjnym”, zawiesiła pracę w zespole, miała na głowie obciążenia finansowe – a do tego ogromny bagaż trudnych doświadczeń, z którymi nie umiała sobie jeszcze poradzić. W tym czasie „los chciał”, że o pomoc zwróciła się do niej koleżanka w takiej samej sytuacji życiowej. Następnie odezwał się po wielu latach znajomy ksiądz dominikanin ze zwyczajnym zapytaniem czy wszystko u niej dobrze, co skwitowała zdaniem, że „jest najgorzej”. Spotkali się, porozmawiali, dominikanin jako osoba doświadczona opowiedział jej o mechanizmach uzależnienia i poradził, żeby udała się do psychologa. Polecił Ewę Woydyłło-Osiatyńską, z którą najzwyczajniej w świecie porozmawiała o swoim problemie. Po spotkaniu z psychologiem zrozumiała, że nie powinna brać odpowiedzialności za chorobę męża, on sam musi przepracować mechanizm uzależnienia, wspomina, że usłyszała wtedy słowa, że: „choroba partnera nie jest moją winą ani odpowiedzialnością i że tylko on sam może coś zrobić ze swoim życiem. (…)”, „łączy nas wiele i kocham go, ale jeśli stwierdzi, że wybiera stary schemat, to ja mówię „żegnam”. Ostatecznie i nieodwołalnie. Daje się jedną szansę, nie więcej”…

Prawdopodobnie Katarzyna Nosowska nie jest postacią, która swoją drogę odnowy wiąże z relacją z Panem Bogiem, jednak wskazuje jak bardzo potrzebna jest odwaga i udanie się do specjalisty, psychologa, rozmowa z osobą duchowną czy kimś bliskim, rozumiejącym problem, kto poprowadzi i pomoże zrozumieć wyniszczający mechanizm uzależnienia.

Anna, Członek KWC

Artykuł ukazał się w Czasopiśmie Stowarzyszenia Trzezwościowego „Wolność i Miłość”, lipiec – wrzesień 2021r. – rubryka „Oni zwyciężyli”