Zakątek Maryi

W sanktuarium, przed obrazem Matki Bożej często gromadzą się rodzice po chrzcie, przynoszą swoje dzieci, polecając je najlepszej wychowawczyni. Młodzi małżonkowie zawierzają Jej swoją drogę. Słabi i grzeszni przychodzą po zdrowie dla duszy. W archiwum parafialnym można znaleźć dziesiątki tysięcy próśb i podziękowań, jakie wierni składają do Matki Bożej. Wiele z nich świadczy o nadzwyczajnych łaskach i cudach. Setki wotów, serduszek, korali, pierścionków, ryngrafów i dewocjonaliów, jakie zawiesiły wdzięczne ręce, świadczą wymownie o „nieustającej pomocy”. Między innymi jej szczególnemu wstawiennictwu przypisuje się uleczenie wzroku pierwszego proboszcza parafii – ks. Władysława Aszklara. Intensywnie rozwijający się w Niechobrzu kult Matki Bożej Nieustającej Pomocy oraz liczne cuda skłoniły ks. Muchę do podjęcia starań o koronację łaskami słynącego wizerunku. Koronacji na prawie diecezjalnym, koronami poświęconymi przez Jana Pawła II dokonał 13 września 1987 roku ordynariusz przemyski bp. Ignacy Tokarczuk. Obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Niechobrzu w dalszym ciągu cieszy się niezwykłą czcią wiernych. Obok kościoła znajduje się także Dom Rekolekcyjny, w którym pięć razy w roku odbywają się rekolekcje trzeźwościowe. Na ich temat rozmawiałam z Krystyną i Stanisławem Drzał ze stowarzyszenia trzeźwościowego „Wolność i Miłość” diecezji rzeszowskiej.

Dlaczego rekolekcje trzeźwościowe odbywają się właśnie w Niechobrzu?

Rekolekcje odbywają się w Niechobrzu, ponieważ jest to miejsce święte – znajduje się tu Sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy. W momencie powstania diecezji rzeszowskiej pracę z ludźmi uzależnionymi rozpoczęła Diakonia Krucjaty Wyzwolenia Człowieka (grupa ludzi pomagająca przez ewangelizacje, post i modlitwę osobom uzależnionym – przy. red.). Rekolekcje odbywały się obok Sanktuarium Matki Bożej w Chmielniku, ale z czasem, gdy zaczęło przyjeżdżać coraz więcej uczestników, brakowało miejsc. Wówczas zaczęliśmy przyjeżdżać do Niechobrza i w konsekwencji zdecydowaliśmy wraz z Diakonią, że przeniesiemy się tutaj na stałe. To miejsce okazało się szczególne, to tu Matka Boża pokazała swoje Matczyne Oblicze i troskę o swoje dzieci, tu następowało bardzo dużo uzdrowień, szczególnie duchowych.

W jakich latach przenieśli się Państwo się do Niechobrza?

Jakieś 21 lat temu. W związku z tym, że były problemy z uzyskaniem środków (nie każdy z tych ludzi, którzy mają problem, ma również finanse), szukaliśmy sponsorów. Z ks. Marcinem Figurą doszliśmy do wniosku, że można założyć stowarzyszenie trzeźwościowe. Za zezwoleniem księdza biskupa Kazimierza Górnego stworzyliśmy i zarejestrowaliśmy takie stowarzyszenie oraz zaczęliśmy pozyskiwać środki na naszą działalność. Zaczęliśmy wydawać informator – gazetkę „Wolność i Miłość”, która zawierała informacje gdzie szukać pomocy, gdzie odbywają się rekolekcje. Stowarzyszenie zaczęło pozyskiwać środki z Regionalnego Ośrodka Pomocy Społecznej oraz z dotacji prywatnych. Pierwszym opiekunem, a zarazem Diecezjalnym Duszpasterzem Trzeźwości był ks. Maciej Figura, później kolejno ks. Paweł Samborski, ks. Dariusz Mikrut, ks. Łukasz Leśniak. Obecnie od sierpnia 2016 roku opiekę duszpasterską sprawuje ks. Grzegorza Kot.

Wspomniał Pan o uzdrowieniach w Niechobrzu, czy dlatego zdecydowali się Państwo na to miejsce?

Ludzie kiedy tu przyjeżdżają czują się dobrze, mają zaufanie. Otwierają się nowe ośrodki, ale trudno by było teraz zrezygnować z tego, co jest tutaj i przenieść się gdzieś indziej, to jest miejsce uświecone. Jeden drugiemu przekazuje: „Byłem w Niechobrzu i tam odzyskałem trzeźwość”, „Byłem w Niechobrzu i nie biorę narkotyków”, „Ja w tym miejscu doznałem uzdrowienia”, „Jadę tam, by znów zyskać łaskę, by utwierdzić się w tym przekonaniu, wzmocnić, naładować akumulatory”. Przyjeżdżają tu ludzie, którzy nie korzystali po dwadzieścia parę lat z sakramentu pokuty, nie byli w kościele. Trzeba delikatności i wyczucia, aby im pokazywać Chrystusa przez siebie, przez podejście do tego człowieka, bo w domu może jest nieszanowany. Mieliśmy tu takie przypadki, gdzie myliśmy, karmiliśmy, a osoba budziła się dopiero w trzecim dniu. Przyjeżdżali ludzie chorzy na padaczkę alkoholową i trzeba było wzywać pogotowie – ci ludzie albo zrozumieją sens swego życia albo nie, bo Pan Bóg pozostawia wolność – osoba ma prawo w każdej chwili przyjechać i wyjechać.

Ile osób posługuje na rekolekcjach? 

Teraz jest nas 6 animatorów, a wszystkich jest 10, którzy cyklicznie przyjeżdżają i posługują na rekolekcjach. Bolejemy nad tym, że starzejemy się fizycznie, a nie ma młodych następców, ludzi którzy znają problem, być może w rodzinie spotkali się z tym, wiedzą jak to wygląda.

A czy są obecni na nich psychologowie czy terapeuci?

Staramy się przynajmniej osiem razy w roku organizować dni skupienia na ulicy 3-go maja w Rzeszowie, dwa razy w roku są tak zwane dni trzeźwości i radości w Dobrzechowie, gdzie ks. Marcin Figura udostępnia nam obiekty i gdzie można przyjechać rodzinami. Zapraszamy wówczas psychologów. Ja współpracuję również z ośrodkiem terapeutycznym (Centrum Leczenia Uzależnień w Rzeszowie na ulicy Kochanowskiego – przyp. red.) i stamtąd dwa razy w roku przychodzi na spotkanie psycholog. Jest pewna suma przeznaczona na to w projekcie. Takie współdziałanie jest obustronne, oni zdobywają doświadczenie, a nasi słuchacze zyskują pewną wiedzę. Trudno byłoby wymagać od tych ludzi dodatkowych funduszy, bo dużo ludzi przyjeżdża nie mając środków i my musimy zająć się stroną finansową. Zabezpieczamy to w miarę możliwości z uzyskanych środków, staramy się tym ludziom pomóc, na ile jesteśmy w stanie.

Rekolekcje są pięć razy w roku, czy mają one jakiś cykl? Czy jedno spotkanie jest podobne do drugiego?

Nie możemy wprowadzić cyklicznej formacji, dlatego że grupa się zmienia. Musiałaby to być grupa ustabilizowana, a do nas przyjeżdżają ludzie, którzy mają pewien problem, więc jesteśmy elastyczni. Kierując się Słowem Bożym –mamy obowiązek pokazać drogę, inne życie.Mamy jednak pewien schemat – posługujemy się czytaniami na dany dzień. Uczymy tych ludzi modlitwy brewiarzowej,modlitwy Kościoła. Być może część z tych ludzi łapie tego bakcyla, może w pewnej grupie ludzi wzbudzamy potrzebę krótkiej modlitwy porannej, by chociaż podziękować Bogu w paru słowach za życie, za wszystko. Pokazujemy im, by nie bać się Boga, zaprowadzamy nawet pod drzwi kapłana: „Idź, sobie porozmawiaj” „Ale ja nie idę do spowiedzi” „My ci nie karzemy iść do spowiedzi, my cię zapraszamy na pogawędkę”, a resztę zostawiamy Panu Bogu.

Czemu te rekolekcje odbywają się tak często? Z czego wynika ta regularność spotkań w ciągu roku? Czy to jest podyktowane potrzebą uczestników?

Jest pewna cykliczność. Trzeba rozróżnić cykl od cykliczności, żeby nie było dużych przerw. Czasem jak są trzy miesiące wakacji i kolejne spotkanie dopiero w październiku, to dostajemy telefony z pytaniem, czemu tych rekolekcji nie ma. Są ludzie, którzy czekają na nie – chcą się wyspowiadać, albo iść do księdza na rozmowę, czują narastającą pokusę, a te rekolekcje są dla nich umocnieniem. Niestety nasze społeczeństwo jest mało uświadomione co do zagrożenia, bagatelizuje się problem i tylko pozornie walczy się z problemem alkoholowym. Jesteśmy świadkami rozpijania społeczeństwa. Ci ludzie stają wobec 70 procent wsi gdzie problem realnie istnieje, są w takim środowisku i oni muszą walczyć i ze sobą i ze środowiskiem i to dlatego tu przyjeżdżają i tu się czują bezpieczni, tu im nikt nie zagraża, nikt nikogo nie kusi, nie rozlicza, nie neguje jego postępowania. Cykliczność wynika więc z potrzeby.

Czy ktoś przyjeżdża tu raz i na tym kończy, czy wraca? Za każdym razem są inne osoby, czy bywają też stali bywalcy?

Rzadko się zdarza, by ktoś przyjechał i nie wrócił. Raczej przyjeżdżają, czasem po kilku latach, ale wracają. Niektórzy uczestniczą w prawie każdych rekolekcjach, pilnują tych dni skupienia, coś z nich wynoszą, są dla nich cenne.

Czyli to dla nich takie duchowe umocnienie?

Tak.

Czy tutaj przyjeżdżają tylko osoby, które chcą, mają świadomość uzależnienia, pragną pomocy, czy są też takie osoby, których odwozi rodzina i umieszcza tutaj, a one nie są świadome tego, że są uzależnione?

Bardzo duży procent przebywa tu z własnej woli, ale jest pewna grupa ludzi, pewien margines, którzy przyjechali z przymusu, bo w pracy szef mówi: „Jeśli nie pojedziesz na rekolekcje, jeśli nie zaczniesz się leczyć, to pożegnamy się”, lub żona: „Jak nie pojedziesz to będzie rozwód”. Taki szantaż wymuszony sytuacją. Nie raz przyjeżdżają matki z dziećmi, i proszą o łaskę, by przyjechał tu mąż. Raz siostra zakonna przywiozła taką osobę, innym razem policja, która gdzieś w parku znalazła dwóch alkoholików.

Tacy ludzie przez rekolekcje uświadamiają sobie, że są uzależnieni, czy nic do nich nie dociera, odjeżdżają i wracają do nałogu?

My staramy się objąć takich ludzi specjalną opieką. Bierzemy numer telefonu nie po to, żeby prowadzić konwersacje towarzyskie, ale dzwonimy cały czas, by dowiedzieć się jak mu pomóc, rozmawiamy z żoną. Nie wystarczy, że w trzecim dniu się przyzna: „Tak, jestem alkoholikiem, przyjechałem tutaj i zobaczyłem to”. Trzeba zrozumieć strach tych ludzi, wynikający z takiej konfrontacji, dlatego kładziemy tutaj duży nacisk na dyskrecję. To, co tutaj się dzieje jest święte i nie wychodzi poza ośrodek. Można kogoś zranić poprzez upublicznienie informacji o nim. Trzeba więc przede wszystkim uszanować człowieka. Jeśli otworzy się na naszą pomoc, robimy co możemy, jeśli nie, szanujemy jego wybór. Na tym polega wolność Boża: czyń co chcesz, ale czyń z miłością. Wolność jest nam zadana, więc nie możemy być nachalni. Zdarza się, że ktoś musi do tego kroku dojrzeć i dopiero dwóch, trzech latach wróci, bo wie, że może znaleźć tu pomoc. Są też tacy, którzy nie chcą lub nie potrafią się otworzyć. Kiedy mam taką osobę w grupie mówię do niej: „Effatha – otwórz się bracie mój kochany, żeby to słowo było jak kropla, która draży skałę, żeby ruszyło coś tu głęboko w sercu”. Z drugiej strony są też tacy, których nie można zatrzymać, chcą się wygadać, bo nikt do tej pory ich nie słuchał, wiec pozwalamy im mówić. My nie wiemy, bo niezbadane są wyroki Boskie, w którym momencie, w jakich okolicznościach rekolekcje wydadzą owoce. Błędem byłoby robić jakąkolwiek statystykę.

Tutaj przyjeżdżają tylko osoby uzależnione, czy także ich rodziny?

Często przyjeżdżają tu małżeństwa: żona z mężem. Zwykle po to, by dowiedzieć się wielu rzeczy na temat uzależnienia i postępowania z alkoholikiem. Zdarza się, że mówią: „Nie wiedziałam, myślałam, że dobrze czynię robiąc awantury, strasząc”.

Jak dużo osób zostaje tu uwolnionych, uzdrowionych z nałogu? Czy często spotykają się Państwo ze świadectwem wyjścia nałogu?

Trzeba byłoby posłuchać tych ludzi, którzy tu przyjeżdżają. Nie prowadzimy żadnej statystyki – dalecy jesteśmy od tego. Pan Bóg tego nie chce – Dawida ukarał za to, że policzył swój naród. Świadomi jesteśmy, że działamy w Imieniu Chrystusa i to On uzdrawia. Jest duża grupa ludzi, którzy tutaj wytrzeźwieli, ale to nie jest tylko nasza zasługa. Słudzy nieużyteczni jesteśmy, robimy to do czego Pan Bóg nas powołał i na co nam pozwala.

Czy te rekolekcje są tylko dla osób z problemem alkoholowym, czy także dla innych uzależnionych na przykład od hazardu, narkotyków?

Staramy się być elastyczni na ile możemy. Staramy się ludziom pomóc, gdyż każdy nałóg polega na słabej woli, odejściu od Kościoła, od Boga, wiążę się z problemami rodzinnymi. Szatan wykorzystuje słabość człowieka w pewnym momencie. My nie możemy być ekspertami – ekspertem jest Chrystus, ale korzystając z pewnej wiedzy życiowej i teologicznej jesteśmy w stanie pokazać szkodliwość nałogu. Nie jesteśmy w stanie nikogo wyzwolić, ale jesteśmy w stanie pokazać drogę wyjścia ze zniewolenia. Wszystko jednak zależy od woli tego człowieka. Chrystus nie mówi, że „ja cię uzdrawiam”, tylko „co chcesz, abym Ci uczynił”, wymaga współpracy – tego, aby uczestnik zwrócił się do Niego: „Pomóż mi Panie Boże, jestem grzesznikiem, ale Ty Panie, Ty mnie kochasz”. Wiemy, że dzięki woli Bożej możemy pomóc, więc kierujemy stąd do ośrodków uzależnień, do grupy AA, czy do grupy terapii hazardowej, lub na terapię uzależnienia od narkotyków. My pokazujemy, że to jest szkodliwe i gdzie można szukać pomocy. Uświadamiamy, że jest człowiekiem, który ma prawo do innego życia.

 

                                                                                                                           Rozmowę  przeprowadziła Anna Warchoł Źródło: „Wolność i Miłość”, marzec 2017