Alkohol – zły czy dobry? Rozmowa z ks. dr Tomaszem Fularzem

Alkohol – zły czy dobry? – jedni mówią, że sam Jezus przemienił wodę w wino, inni zaś przypisują mu całe zło tego świata.

Na pewno nie możemy powiedzieć, że alkohol jest zły sam w sobie, ponieważ nic nie jest złe samo z siebie. Może się takim stać w zależności od tego, w jaki sposób go używamy. Dlatego też w Piśmie Świętym znajdujemy pochwałę alkoholu – w Starym Testamencie czytamy, że wino raduje serce człowieka (por. Ps 104, 15), a w Nowym Testamencie święty Paweł sugeruje Tymoteuszowi mieszanie wody z winem dla celów zdrowotnych (por. 1Tm 5,23), Chrystus posługuje się winem przy ustanowieniu Eucharystii (por. Mt 26, 26-30). Nie możemy więc powiedzieć, że alkohol jest zły. Jeżeli człowiek w sposób nieroztropny z niego korzysta, wtedy staje się to powodem zła, ale sam w sobie nim nie jest.

Czy jest granica, po przekroczeniu której picie alkoholu będzie grzechem, złem?

Tak, z pewnością jest i być musi, bo gdyby jej nie było, nie moglibyśmy mówić, że coś jest złe lub coś jest grzechem. Mówiąc o alkoholu, trzeba rozróżnić parę kwestii. Roztropne, umiarkowane korzystanie z trunków alkoholowych nie jest równoznaczne z grzechem. Jest ono dopuszczane przez etykę chrześcijańską. Grzech pojawia się wtedy,  gdy mamy do czynienia z nadużyciem. Jeżeli mówimy o nadużyciu, mówimy o grzechu. Natomiast gdy będziemy mówić o upiciu, czyli o tak dużym nadużyciu, że spowoduje ono na przykład utratę przytomności czy świadomości, to wtedy nie wahałbym się nazwać tego grzechem ciężkim. Takie rozróżnienie nie jest jednak wystarczające, gdyż trzeba zwrócić uwagę na to, kto sięga po alkohol. Jeżeli jest to przypadkowe, doraźne korzystanie z alkoholu, przy jakiejś uroczystości, to przy przedawkowaniu staje się grzechem, czasem grzechem ciężkim, ale gdy po ten alkohol sięga osoba uzależniona, to nie możemy zawsze mówić o grzechu ciężkim, bo jest to choroba. Alkoholik jest osobą chorą, czyli nie ma takiej samej odpowiedzialności molarnej jak osoba, która nie jest uzależniona. Dodatkowotrzeba by zwrócić uwagę na to, czy nie ma osób trzecich, które przyczyniałbysię do tego grzechu, rozpijając innych – na przykład kiedy wiemy, że ktoś ma słabą wolę, ale stara się wyjść z alkoholizmu i mimo to sugerujemy mu picie, bądź go do tego namawiamy. W takimprzypadku osoba zalkoholizowana byłabyodpowiedzialna za swoje upicie w sposób równoznaczny z grzechem lekkim, bądź w ogóle nie byłaby odpowiedzialna moralnie za swój stan.

Czyli alkoholik jest usprawiedliwiony?

Nie, absolutnie, nie jest usprawiedliwiony. Ponosi winę moralną za doprowadzenie się do choroby alkoholowej. To w konsekwencji tej choroby czuje przymus „sięgnięcia do kieliszka”, kieruje nim siła uzależnienia. Osoba nieuzależniona, upijająca się w sposób świadomy i zupełnie dobrowolny, powinna zdawać sobie sprawę z tego, iż czyniąc to równie świadomie i dobrowolnie, popełnia grzech ciężki.

Polska to kraj, gdzie alkohol obecny jest na wielu stołach podczas uroczystości rodzinnych, nierzadko słychać: „Ze mną się nie napijesz?” lub „To moje urodziny, chociaż po jednym”. Czy takie namawianie (nie mylmy ze zwykłym proponowaniem) jest właściwe?

Namawianie do alkoholu nigdy nie będzie właściwe. To, że alkohol towarzyszy nam przy różnego rodzaju uroczystościach, samo w sobie to nie jest złe. Jednak jeżeli ktoś próbuje mnie „moralnie szantażować” słowami „ze mną się nie napijesz?”, „to dla mnie tego nie zrobisz?”, to już jest wpływanie na wolę i na psychikę danej osoby, czyli jest to konkretnie namawianie nawet do grzechu, bo my nie wiemy, jaki skutek ta odrobina alkoholu przyniesie u danej osoby, czy ta osoba poprzestanie na tak zwanym „jednym”, czy pójdzie dalej i nie będzie znała umiaru, doprowadzi się do stanu nieświadomości, czyli popełni grzech ciężki.

Świadkiem alkoholowych uroczystości i tego, co się dzieje później, są dzieci. Jak to na nich wpływa?Czy jest to moralne postępowanie?

Z pewnością trzeba mieć świadomość odpowiedzialności rodzicielskiej wobec dzieci i tego, w jaki sposób mają być wychowane. Jeżeli rodzic będzie się notorycznie upijał, to wiadomo, że dobrego przykładu dzieciom nie daje i zawsze to pozostanie w psychice, nawet w sposób nieświadomy w przyszłości będzie się to ujawniać w życiu dorosłym tych dzieci. Kiedy rozważymy sytuację obecności alkoholu na stole przy okazji wesela, urodzin czy imienin, kiedy uczestnicy imprezy korzystają z niego roztropnie, bez przymusu i nadużyć, to myślę, że molarnie jest to dopuszczalne, aczkolwiek trzeba mieć zawsze na względzie dobro dzieci. Nie można tutaj przedstawić jednej recepty ogólnej, ponieważ psychika każdej osoby jest inna i nie możemy powiedzieć, jaki wpływ mój czyn będzie miał na te konkretne osoby. To rodzic, znając swoje dzieci, znając swoją rodzinę i otoczenie, w jakim te dzieci się wychowują, powinien rozeznać, czy jest to molarnie dobre, czy lepiej tego unikać.

Niektórzy rodzice mogą twierdzić, że poprzez wypicie ograniczonej ilości alkoholu będą dawać dobry przykład swoim dzieciom, nauczą ich tak zwanej kultury picia. Zgadza się Ksiądz Doktor z tym?

Kultura picia jest pojęciem względnym, ponieważ dla jednego wypicie dwóch kieliszków będzie już przesadą, a dla drugiego wypicie dwóch butelek będzie jeszcze niedosytem, także z pewnością nie można też tutaj ująć wszystkiego w jedną sztywną ramę. Jeśli jednak chodzi o dawanie przykładu, ja chciałbym spojrzeć na to w innym świetle: nie dawajmy dobrego przykładu poprzez picie alkoholu, lecz jeśli już po niego sięgamy , starajmy się, żeby pijąc, nie dawać złego przykładu. To też byłoby uczeniem kultury picia.

Czy osoba, która żyje w związku małżeńskim z alkoholikiem, może go zostawić? Czy wówczas łamie przysięgę małżeńską?

Jeśli chodzi o problem alkoholu w małżeństwie, posłużę się tutaj prawem kanonicznym. W jednym z kanonów czytamy:

„ Jeśli jedno z współmałżonków stanowi źródło poważnego niebezpieczeństwa dla duszy lub ciała drugiej strony albo dla potomstwa lub w inny sposób czyni zbyt trudnym życie wspólne, tym samym daje drugiej stronie zgodną z prawem przyczynę odejścia”. (KPK Kan. 1153 – § 1)

Jeśli osoba – bez względu na to, czy osobą mającą problem z alkoholem jest kobieta czy mężczyzna – staje się przyczyną poważnych problemów w małżeństwie i w rodzinie, nie daj Boże, gdy staje się powodem przemocy, to wtedy jak najbardziej strona pokrzywdzona ma prawo do pozostawienia takiej osoby, ale jest to sytuacja wyjątkowa, która może polegać na tak zwanej separacji. To jednak nie jest porzucenie współmałżonka, zostawienie go samemu sobie. Separacja polega oczywiście na pozostawieniu współmałżonka, najczęściej za zgodą biskupa lub przynajmniej kierownika duchowego, z założeniem „chcę ci pomóc”, a nie „chcę cię pogrążyć”. W praktyce wygląda to tak, że jeżeli alkoholik nie chce poddać się leczeniu, nie chce poczynić żadnych kroków w kierunku wyjścia z nałogu, to strona pokrzywdzona ma prawo troszczyć się o dobro własne i dobro rodziny, przede wszystkim duchowe, o zbawienie duszy. Z miłości pozostawia się współmałżonka, dopóki sobie z tym nie poradzi, ale pozostawia się drzwi otwarte. Kiedy uzależniony współmałżonek wyjdzie z nałogu, znajdzie drzwi otwarte, a w tym trudnym czasie wspiera się go choćby modlitwą.

A gdy nie dochodzi tam do przemocy fizycznej lub znęcania się? Wiadomo, że alkoholizm niesie ze sobą skutki dla ich małżeństwa, rodziny, czy odejście nie będzie zerwaniem przysięgi: „… i cię nie opuszczę aż do śmierci”?

Niekonieczny jest czyn przemocy, czy też znęcanie się psychiczne, aby nie wypełniać swoich obowiązków, które wynikają z sakramentu małżeństwa – obowiązków małżeńskich i rodzinnych. Alkoholik, mimo że nie znęca się psychicznie ani fizycznie, może szkodzić rodzinie. Bardzo konkretny przykład: sprzeda wszystko, co jest w domu, by mieć za co pić, i co wtedy? Wówczas odejście jest moralnie usprawiedliwione, ale powtarzam, zawsze z założeniem, „że będę cię wspierać i moje drzwi pozostaną otwarte, kiedy z tym problemem sobie poradzisz”. Nie jest to absolutnie zdrada przysięgi małżeńskiej. Jak można uwrażliwić moralnie osobę, która po dwóch, trzech piwach wsiada za kierownicę i jedzie tylko krótki dystans – „policja na tym odcinku nie stoi”. Jeśli osoba siada za kierownicę po spożyciu alkoholu, tłumacząc się, że na tym odcinku policja nigdy nie stoi, to myślę, że jest to po prostu zwykła beztroska tej osoby. Nie możemy sobie tłumaczyć, że nic się nie stanie, bo nie ma policji. Nic się nie stanie, ponieważ mogę uniknąć ewentualnej kary , ale zamiast policjanta na drodze mogę spotkać dziecko i co wtedy? Trzeba brać pod uwagę ewentualne konsekwencje mojego nieroztropnego postępowania. Ja mogę jechać poprawnie, ale ktoś popełni błąd i wtedy będąc pod wpływem alkoholu, nie zdarzę zareagować w porę, bądź w ogóle nie zareaguję i stanę się powodem czyjeś tragedii.

Czy podejmowana „pomoc” alkoholikowi w postaci zabierania kluczyków, wylewania alkoholu, sprawdzania kieszeni w poszukiwaniu dowodów picia czy korespondencji w celu uniemożliwienia kolejnych pijackich spotkań jest etyczna? Czy to nie jest zbyt duże integrowanie w czyjąś wolność?

To zależy. Jeżeli mamy do czynienia z zabieraniem na przykład kluczyków do samochodu przy równoczesnej świadomości, że ta osoba wsiądzie za kierownicę, z pewnością nie byłaby to ingerencja w wolność, tylko ewentualnie próba uniknięcia poważnego wypadku, a nawet tragedii. Mamy obowiązek moralny, aby taka osoba nie wsiadała za kierownicę. Jeżeli chodzi o przeszukiwanie kieszeni, o sprawdzanie korespondencji, zanim zadamy sobie pytanie, czy jest to etyczne, ja bym sobie zadał pytanie, czy to jest praktyczne. Myślę, że to nie rozwiąże problemu, wręcz przeciwnie, jeszcze go nasili. Jeżeli my na siłę będziemy komuś coś zabierać, tylko dla pokazania, kto ma rację, to ta osoba tym bardziej będzie trwać przy swoim, nie da sobie pomóc i będzie brnęła jeszcze dalej w alkoholizm. A wracając do ingerencji w czyjąś wolność – jeżeli mamy do czynienia z osobą upojoną, czyli nietrzeźwą, czy możemy mówić, że ta osoba korzysta ze swojej wolości w sposób pełny? Ona już się ubezwłasnowolniła, ponieważ nie jest sama sobą, alkohol odebrał jej tę władzę. Tym bardziej alkoholik, który nie może powiedzieć, że on w sposób wolny wybiera picie, ponieważ jest to uzależnienie i jest to mocniejsze od niego. Nie możemy tu mówić o pełnej ingerencji w czyjąś wolność, wręcz przeciwnie, możemy uznać to za pomoc w odzyskiwaniu pełnej wolności.

A przypadek gdy mąż alkoholik jest po wypłacie. Czy można mu ją zabrać, by nie przepił pieniędzy?

Wtedy według mnie żona ma moralne prawno i obowiązek pobrać te środki na życie – jeśli ta osoba jest jedynym żywicielem rodziny. W przeciwnym razie, jeżeli mąż wszystko przepije, rodzina pozostanie bez środków do życia na cały miesiąc.

 

Rozmowę z ks. dr Tomaszem Fularzem
przeprowadziła Anna Warchoł

Źrodło: „Wolność i Miłość”, październik 2016