BYŁEM ALKOHOLIKIEM, JESTEM DZIECKIEM DDA

Wychowywałem się w domu, gdzie nie było miejsca dla Pana Boga, za to była przemoc i alkohol. Odkąd pamiętam ojciec zawsze bił matkę, a ja powtarzałem sobie, że nigdy nie będę taki sam jak on. Do kościoła chodziliśmy tylko po to, by „święcić koszyczek i oglądać szopki”. Księdza po kolędzie też nie przyjmowaliśmy – zamykało się drzwi, gasiło światło i siedziało cicho, żeby  nie usłyszał, że ktoś jest w domu. Taka atmosfera potęgowała uczucie strachu i utrwalała fałszywy obraz księdza pukającego do drzwi. Przez wiele lat, jako dziecko, bałem się księży.

Moja „przygoda” z alkoholem zaczęła się gdy miałem 15 lat i trwała do 41-go roku życia. W tym czasie na mszę świętą chodziłem dość sporadycznie, a to, że w ogóle chodziłem, to zasługa mojej żony Agnieszki. Gdy pewnego dnia poczułem pragnienie zaprzestania picia alkoholu – tylko nie umiałem sam sobie z tym poradzić – usłyszałem przez „przypadek” w Radiu Via, że u o. Bernardynów organizowane są trzydniowe Męskie Rekolekcje i Męska Droga Krzyżowa. Nie wiem dlaczego, ale poszedłem na te rekolekcje. To było w dniach 26-28 marca 2012 roku i prowadził je ks. Jacek Stryczek. Następnie wybrałem się na Męską Drogę Krzyżową. Szliśmy nocą, w 10 osobowych grupkach, w całkowitym milczeniu. Podczas tego marszucoś się we mnie zmieniło. Przyszedłem nad ranem do domu i powiedziałem żonie, że coś dziwnego się stało, tylko nie wiem co. Dziś wiem, że spotkałem Żywego Jezusa Chrystusa. Konfrontacja ze światem przyszła szybko- kilka dni później były świętawielkanocne i – jak to jest w większości polskich domów – pojawił się na stole alkohol, bo przecież „święta bez alkoholu to żadne święta”. Upiłem się. Nad ranem obudziłem się z płaczem i zacząłem prosić: „Boże, jeżeli jesteś, zabierz ode mnie ten alkohol, bo ja sam sobie nie poradzę. Tylko daj mi to namacalnie odczuć tak, żebym nie tylko przestał pić, ale odczuł, że to Ty działasz, żebym miał dowód , że jesteś!”. I zasnąłem. Obudziłem się o 7:00 rano, okazało się, że żony nie ma obok mnie (jak się później dowiedziałem była w kościele – przed figurką Matki Bożej Fatimskiej prosiła, żeby Maryja coś ze mną zrobiła albo zabrała mnie do siebie, bo ona miała już dość takiego życia). Chcąc wstać z łóżka poczułem potężny ból w lewej łydce, noga była tak spuchnięta, że nie mogłem na niej stać. Po trzech dniach poprosiłem teścia, aby zawiózł mnie na pogotowie. W szpitalu badający mnie lekarz momentalnie zbladł. Zapytałem co mi jest. Powiedział, ze mam zator w pachwinie i że jeszcze pół godziny i zszedłbym z tego świata. To był dla mnie znak, urado-wany krzyknąłem:„ Jest! Zrobił to, o co prosiłem!” Pan doktor z bardzo dziwną miną zapytał: „Ale kto?” A ja na to: „Pan Bóg! On istnieje i zabrał mi moje zniewolenie od alkoholu!” Do dnia dzisiejszego – a minęło już 5 lat – nie miałem ani jednej myśli, żeby się napić. Sam nie mogę w to uwierzyć, zwłaszcza jak sobie przypomnę, że całe moje wcześniejsze życie kręciło się wokół alkoholu. Teraz wiem i wierzę, że najlepszym lekarzem jest nasz Ojciec w niebie.

Męskie Rekolekcje i Męską Drogę Krzyżową do dziś organizuję wraz z mężczyznami z Męskiej Grupy. Jestem świadkiem jak Pan Bóg działa podczas tych wydarzeń i jakie są przełomy (sporo mężczyzn wraca do konfesjonału po wielu latach). Za to wszystko: Chwała Panu!

Paweł W.

Źródło: „Wolność i Miłość”, marzec 2017